Paweł CANIS Kanclerz - strona prywatna
Paweł CANIS Kanclerz
x

No i po urlopie... 26.06.2011 00:50

Bo nic nie jest na zawsze...
Wyjazd dla mnie jak i dla Goni dość sentymentalny. Oboje odwiedzaliśmy miejsca, w których kiedyś mieszkaliśmy, moje Zakopane i jej Kaszuby. O ile ja mogę powiedzieć, że zmiany poszły w dobrą stronę i miejsce, gdzie spędziłem ponad pół roku życia dziś kwitnie, to Goni miejsca popadły w ruinę. I tak też się urlop ułożył...

2005mnpm_mGóry moje, wierchy moje...
Dotarliśmy w sobotę pod wieczór, więc tylko wypad na Krupówki i kolacja w Śwarnej (jedyna knajpa, która się ostała przez te 16 lat). Rano wyruszyliśmy na Kuźnice i tam szok, KDW odnowione zachwyca, do tego piękny ogród. Teraz zamiast szpitala jest tam siedziba Tatrzańskiego Parku Narodowego i to bardzo służy temu miejscu. Góry zawsze witam wejsciem na Nosala (swoista rozgrzewka) a następnie ruszyliśmy na ścieżkę nad Reglami. Dzień zakończony doskonałym obiadem na wyjściu z doliny Strążyńskiej. Trzeci dzień to moje porwanie się na Orlą Perć, ale jak to bywa z planami nie wyszło. Zakładałem wjazd kolejką na Kasprowy i ruszenie w kierunku Świnicy, ale w Kuźnicach okazało się, ze szybciej wejdę niż wjadę (niby poza sezonem a kolejka do kolejki na 3h). Pogoda dopisywała, więc żywo ruszyłem ku górze ale tam czekała mnie nie miła niespodzianka w postaci schodzących nisko chmur i po konsultacji z TOPR'owcem zaniechałem dalszej drogi. Dzień zakończyłem z Gonią na Krupówkach testując kolejne restauracje. Wtorek natomiast rozpoczeliśmy od wjazdu na Kasprowy i stamtąd przez Kopę Kondracką (na niej właśnie popełnione zostało zdjęcie przy notce) ruszyliśmy na Giewont. Pogoda idealna, widoki jak z bajki i tylko my na Giewoncie. Zejście zrobiliśmy "szlakiem Kanclerzy", czyli na dolinę Strążyńską. Swego czasu zamiast nad Regle zaciągnąłem na Giewont swoją żonę i strasznie kleła na ten szlak, jakiś czas później mój tata odwalił ten sam numer i mama też kleła, więc Gonia klnąc ochrzciła to zejscie naszym nazwiskiem:) Ja tam uwielbiam to zejscie, choc faktycznie po 5h ciągłego łażenia daje w dupe. Środa stała pod znakiem odpoczynku po to aby w czwartek ruszyć na Morskie Oko. To nie jest wymagająca trasa, ale w rzęsistym deszczu zrobiliśmy szybkie wejście a zejście to już było na rekord. Piątek to znów chillout day, czyli Krupówki i piwo pod KDW jak za starych dobrych czasów. Powrót PKS-em przez Kraków, który w ów sobotę był wyjątkowo nieprzyjazny i agresywny a stamtąd "bonanza" PKP do domu...

Kaszeby i dziwny powrót do przeszłości...
Znów mordęga w PKP do Gdańska, bo ktoś "mądry inaczej" wymyślił, że pociąg jedzie przez Toruń i Malbork. Z Gdańska do Żukowa a stamtąd porwała nas Magda (przyjaciółka Goni) do siebie. Dla mnie to było zbyt spokojne miejsce, ale za to wygrzałem kości na słońcu za wsze czasy:) Natomiast dla Goni zwiedzanie miejsc z dzieciństwa nie było miłe, bo tak naprawdę nic poza budynkami nie zostało z jej wspomnień. Po dwóch dniach wróciliśmy do Gdańska a tam znów ja niezbyt się dobrze czułem. To nie do końca była dobra myśl aby spać w ośrodku, gdzie kiedyś spędzałem "miodowy miesiąc". Pomijając to czas spędzaliśmy całkiem miło, wędrówki po Gdańsku, rejs na Westerplatte repliką galery "Czarna Perła". Ostatniego dnia jednak kilka rzeczy poszło nie tak i zamiast razem spędziliśmy ten dzień osobno, mocno pokłóceni. Gonia wylądowała na grilu w Żukowie a ja u swojej kumpeli w Gdyni. Ja nie narzekam, bo spędziłęm fajnie wieczór i zobaczyłem wreszcie na żywo klif w Gdyni Orłowie, a który znałem tylko ze zdjęć. No i morze zobaczyłem, bo wcześniej jakoś okazji nie było. A w sobotę pożegnanie mandatem od straży miejskiej za palenie na stacji kolejowej i powrót kolejną "bonanzą" PKP...

I o to spisuję co się działo...
To był pierwszy mój prawdziwy urlop od 7 lat. Prawdziwy, bo wcześniejsze trwały tydzień albo ich wcale nie było. Trzeba mi było takiego czasu, wolności od permamentnej pracy. Z drugiej strony zauważyłem, że nie do końca umiem odpoczywać. O ile w górach aktywnie tak, to już poza nimi nie bardzo. Teraz została obróbka zdjęć i remont Nikona, który miał nieplanowane "przyziemienie". I powrót do szarej rzeczywistosci...

I jeszcze coś...
Tak żeby był "happy end":) Obiecałem sobie, że ten urlop wykorzystam na rzucenie palenia i tak chcę rozpocząć ostatni dzień urlopu, bez papierosa. Trzymajcie kciuki, żebym nikogo nie zabił, bo rzucić mi się uda na pewno:)

LOGOWANIE

POLECAM

PONAD SZCZYTEM - wyprawa na Mont Blanc

Sistermoon - photography & covers

Kulawa Warszawa

Blog Marty, która dla mnie zawsze będzie Komucikiem:)

MorrineLand

Małgorzata Werner | Jestem life coachem zwykłych ludzi z niezwykłymi marzeniami...

Wittamina - Minister zdrowia i opieki społecznej poleca: nie stwierdzono normy na dzienne zapotrzebowanie na wittaminę każdego dorosłego czytelnika. Można zatem spożywać bez ograniczeń.

Sc@tBlog

EKT Project

Lange Coaching - Elżbieta Lange - Coach

ON LINE

Na stronie jest teraz 39 gości 
Twój adres IP: 23.20.129.162
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE. ALL RIGHTS RESERVED. MAPA STRONY COPYRIGHTS © Paweł CANIS Kanclerz 1997-2017