Paweł CANIS Kanclerz - strona prywatna
Paweł CANIS Kanclerz
x

O SOBIE SAMYM

Długo nie wiedziałem jak siebie opisać. Odpowiedź przyszła przy okazji zwiedzania archiwum strony…

Nim przeczytacie poniższą notkę winien jestem uzupełnienia co się zmieniło od czasu gdy ją pisałem.  Mój syn dziś ma 11 lat i jest dla mnie wszystkim, żony nie mam od 8 lat, no i musiałem odbudować swój świat na nowo. A reszta nadal na przekór ;)

Na przekór...13.04.2006

Do napisania tej notki zainspirowała mnie przyjaciółka, która poprosiła mnie "daj troszkę nadziei...".
Na Boga, jakże mam ją dać, skoro sam jej nie mam...

Na przekór medycynie żyję... Urodziłem się z wadą serca, która nie dawała mi szansy na dożycie wieku 3 lat, gdy można było spróbować ja zoperować. Wola życia, ale także genialni lekarze ze szpitala na Litweskiej pomogli mi przetrwać te miesiące. No i modlitwa Babci, może też te trzy chrzty, które zaliczyłem w pierwszych tygodniach życia. Dotrwałem operacji, 6 łat na sercu, przywrócony obieg płucny. I chłopiec ze szpitalnej sali, który miał mniej skomplikowaną wadę, a nie przeżył...

Całe swoje życie muszę walczyć... O akceptacje tego jak wyglądam, jak wiele rzeczy inaczej muszę robić. Tym którzy mnie nie znają osobiście nie potrafię tego wyjaśnić, to trzeba zobaczyć aby zrozumieć. Dziś nie chce mi się robić foty poglądowej...

Miałem być rośliną... Uratowany i wreszcie normalnego koloru, bo do operacji z racji złego obiegu krwi byłem fioletowy. Lekarze nie dawali mi zbyt dużych szans, miałem być anemicznym dzieckiem, które nie będzie nigdy biegać, aby nie przeciążyć serca, które nigdy nie wejdzie na drzewo i nie pozna co to z niego spaść. A jednak gdy poszedłem do szkoły nie chciałem odpoczywać na przerwach, chciałem jak inni rówieśnicy biegać, bawić się, szaleć...

Dziękuję przyjaciołom... Tym z podwórka, z dzieciństwa, to dzięki nim jestem teraz tym kim jestem. To Oni pomimo mej bardzo wyraźnej odmienności zaakceptowali mnie jakby tych różnic nigdy nie było. To oni uczyli mnie łażenia po drzewach, przeskakiwania płotów na ogródkach działkowych, celem zdobycia słodkich czereśni, to oni nauczyli mnie przyjaźni...

Mając 7 lat usłyszałem wyrok... Przerost mięśnia sercowego, szanse iż dożyję 20-tki praktycznie żadne. Ja wtedy nic nie czułem, nie kumałem tego, ale do dziś boje się zapytać moich rodziców co wtedy czuli...

Nadzieja... Tej nie mam odkąd zacząłem dojrzewać, odkąd pojąłem czym jest. I nigdy nie miałem. Chwytałem każdy kolejny dzień, bez wiary i nadziei, że kolejne będą lepsze, iż w ogóle nastąpią. Odkąd mam świadomość czym ta "matka głupców" jest głośno mówiłem, że ja jej nie mam...

Lata rehabilitacji... Serce się zasklepiło, ale pozostał brak rąk. Miesiące i lata spędzone w szpitalach, protezy, które nadawały się tylko do tego, aby komuś przyłożyć słusznie, bo do życia nijak się nadawały. Tak wielu ludzi poznanych, tak wiele ich cierpienia...

Jak żyć bez nadziei... Zwyczajnie, z dnia na dzień, tak jak mnie Matka nauczyła. Żyć tak, aby nikt przeze mnie nie płakał i tak jakby dziś dzień był moim ostatnim. Kolekcjonując piękne chwile, cudownych ludzi...

Dojrzewanie... Na ten okres pojawiły się kolejne komplikacje zdrowotne. Otóż się okazało, ze w związku z rotacją kręgosłupa tracę czucie w nogach. Sześć miesięcy w szpitalu, pół kilo stali w plecach i już jest dobrze. Wtedy na chwilę pojawiła się nadzieja, że serce nie przetrwa narkozy i skończy się to wszystko. Wierzcie mi, niczego wtedy tak nie pragnąłem, jak końca...

Dlaczego żyję... A tego sam nie wiem, bo normalny człowiek dawno już by zszedł z tego świata. Poza kłopotami zdrowotnymi przydarzyło mi się kilka rzeczy. Byłem pod lodem, paliłem się ze trzy razy, prądem byłem rażony też ze trzy razy, topiłem się, spadłem z wysokości dwóch pięter, miałem zapaść, wpadłem pod samochód...

Powyższym akapitem opisałem co mnie spotkało w międzyczasie dojrzewania a dniem dzisiejszym.
Mam 28 lat i żyję, na przekór...

Czy mi się udało... Żyć bez nadziei na pewno, czy wypełnić słowa mojej mamy, to już wiem, iż nie do końca. Jakim człowiekiem byłem okaże się po mojej śmierci, ocenicie to Wy, Ci co mnie znacie i Ci którzy te słowa przeczytają, gdy mnie już nie będzie...

Nadzieja nadchodzi... Wzrasta w Annie, czasem namiętnym kopaniem przypomina o swojej obecności, czasem czkawką. Moja krew z krwi, ale nie moja nadzieja, to będzie jego życie, jego nadzieja...

Poukładałem sobie życie... Mam wspaniałą żonę, lada chwila będe miał syna. Zapracowałem na mieszkanie i samochód, choć byli tacy, co mówili, że zjeść sam nie będę umiał. Ja się ze swojego życia bardzo cieszę i jest mi w nim bardzo dobrze, ja tylko nie mam złudzeń i twardo stąpam po ziemi...

Kolejny raz mówię Wam dobranoc, bez nadziei na jutro...

LOGOWANIE

POLECAM

PONAD SZCZYTEM - wyprawa na Mont Blanc

Sistermoon - photography & covers

Kulawa Warszawa

Blog Marty, która dla mnie zawsze będzie Komucikiem:)

MorrineLand

Małgorzata Werner | Jestem life coachem zwykłych ludzi z niezwykłymi marzeniami...

Wittamina - Minister zdrowia i opieki społecznej poleca: nie stwierdzono normy na dzienne zapotrzebowanie na wittaminę każdego dorosłego czytelnika. Można zatem spożywać bez ograniczeń.

Sc@tBlog

EKT Project

Lange Coaching - Elżbieta Lange - Coach

ON LINE

Na stronie jest teraz 13 gości 
Twój adres IP: 54.225.39.142
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE. ALL RIGHTS RESERVED. MAPA STRONY COPYRIGHTS © Paweł CANIS Kanclerz 1997-2017