Czy fizyk może pójść do nieba?

Występują:
Archimedes
Leonardo da Vinci
Stephen Hawking


Bliżej nieokreślona przestrzeń. Pojawia się Archimedes, który coś zawzięcie szkicuje na ziemi. Z daleka nadchodzi, rozglądając się, Leonardo da Vinci.

Leonardo da Vinci:

Witaj, Archimedesie. Miło znów Cię spotkać.

Archimedes:
Może i miło, ale nie podchodź tak blisko, bo zamażesz mi rysunek. O, już widzę, że nadepnąłeś na jedno z kół.

Leonardo da Vinci:
Pozwól, że zerknę. Co projektujesz?

Archimedes:
Doskonalę moje maszyny wojenne. W czasie drugiej wojny punickiej zaprojektowałem podobne do obrony Syrakuz. Gdy Rzymianie je napotkali, myśleli, że sami bogowie bronią miasta, taki grad pocisków spadł na nich. A jako że od jakiegoś czasu nieustannie je ulepszam, to nie mam wątpliwości, że stanowią obecnie doskonałą obronę. Przeciwko takim maszynom najeźdźcy nic by nie wskórali...

Leonardo da Vinci:
Niech no zerknę... też trochę zajmowałem się tą tematyką. Co by powiedział o czymś takim...

Leonardo rysuje coś na ziemi obok projektu Archimedesa.

Archimedes:
Maszyna poruszająca się na kołach, wzmocniona specjalną osłoną, wprawiana w ruch przez dwóch mężczyzn napędzających wał korbowy... genialne!

Leonardo da Vinci:
Popatrz na problem bardziej globalnie: kiedy pewien obszar jest oblegany, można odciąć dopływ wody do rowów, skonstruować różnorodne mosty, osłony, drabiny oraz inne maszyny oblężnicze. A jeżeli bitwa będzie odbywać na morzu...
Archimedes: A propos morza – mam dla Ciebie zagadkę: wyobraź sobie wielki most, po którym płynie rzeka. Czasem przepływa nią statek. Czy budowniczy mostu, projektując konstrukcję, powinien uwzględnić jako dodatkowe obciążenie masę statku?

Leonardo da Vinci:
Sprytna zmiana tematu. Ale i ja lubię wodę, wymyśliłem zresztą aparat do czerpania wód podziemnych za pomocą śruby obracającej się wewnątrz cylindra, badałem wiry i projektowałem kanały. Znam oczywiście odpowiedź na Twoją zagadkę, gdyż jest ona bardzo prosta. To, co za Twoich czasów mogło wywołać okrzyk „Eureka” dzisiaj rozumie każde dziecko. Sam zresztą pokazałeś praktyczne zastosowania swojego odkrycia, demaskując fałszerstwo złota w koronie królewskiej... przynajmniej tak głosi plotka.

Archimedes:
Nie żadna plotka, bo to szczera prawda. A zagadka konstrukcji mostu, po którym pływają statki może dla Ciebie jest oczywista, ale większość ludzi tego nie rozumie.

Leonardo da Vinci:
Fakt. Nawet najprostsze prawa fizyki wydają się czasem laikom zupełnie niewiarygodne, chociażby że, po pominięciu oporu powietrza, na Ziemi wszystkie ciała spadają jednakowo - niezależnie od swojego ciężaru.

Archimedes:
Hmmm... za moich czasów nie myślano jeszcze w ten sposób, ale rzeczywiście tak jest. Że też zamiast zanurzać różne rzeczy w wodzie nie pomyślałem o tym, żeby je pozrzucać z wysokości. Chodźmy może na tamtą skałę i spróbujmy... Ale zaraz, kula z żelaza miałaby spadać tak samo długo, jak kula z drewna?

Leonardo da Vinci:
Niby taki jesteś mądry, a czasami zupełnie jak dziecko...

Archimedes:
Ja przynajmniej jak się czymś zainteresuję, to poświęcam się temu całkowicie. A Ty jak to człowiek renesansu – zamiast skoncentrować się na nauce, doskonalić teorię i tworzyć nowe pożyteczne wynalazki, chociaż nie ukrywam, parę niezłych rzeczy wymyśliłeś – łódź podwodną, śmigłowiec, maszyny łatające, spadochron, strój płetwonurka... Przyznam, to nawet na mnie robi wrażenie. Ale dlaczego zamiast porządnie zająć się koncepcją momentu statycznego czy teorią równi pochyłej traciłeś czas na malowanie obrazów? Gdybym ja pozwolił sobie na malowanie jakieś damy z gronostajem czy Mony Lisy, to podstawowe prawo hydrostatyki nadal czekałoby zapewne na odkrycie.

Leonardo da Vinci:
Szanuję Cię, jako twórcę statyki ciał stałych i płynnych, a nawet mam do Ciebie szczególny sentyment, ponieważ badałeś zagadnienia związane z równią pochyłą, czym i ja się zajmowałem. Aczkolwiek mam wrażenie, że Ty także do swych praktycznych wynalazków przykładałeś zbyt małą wagę i większość z nich nie zachowała się. Ja natomiast pozostawiłem wiele projektów, które nawet po upływie czterystu lat inspirują i fascynują zarówno ludzi nauki, jak i inżynierów i konstruktorów. A co do moich obrazów, to też podchodzę do ich malowania jak do swoistej gałęzi nauki. Znajomość optyki pomaga mi stworzyć idealną perspektywę, a dzięki wiedzy z mechaniki łatwiej mi oddać na obrazie ruch. A zresztą, od kiedy zrobiłeś się taki praktyczny? Poza tym moje obrazy, pomijając cały ten naukowy kontekst, są po prostu piękne. Mam poczucie że dzięki nim jako twórca osiągnąłem nieśmiertelność...

Nagle nie wiadomo skąd pojawia się Stephen Hawking, jak zwykle siedzi na wózku inwalidzkim, mówi głosem generowanym przez komputer

Stephen Hawking:
Witam szanownych kolegów. Słyszę, że Leonardo wspomniał o nieśmiertelności... Czym jednak jest nieśmiertelność?

Leonardo da Vinci:
Jako nieśmiertelność rozumiem to, że niezależnie od upływu czasu moje dzieła będą pamiętane.

Stephen Hawking:
Widzę, że nie rozumiesz, czym jest czas. I nic dziwnego: przed rokiem 1915 przestrzeń i czas uważano za niezmienną arenę zdarzeń, która w żaden sposób od tych zdarzeń nie zależała. Zgodnie z potocznym doświadczeniem myślano, że ciała poruszają się, siły przyciągają lub odpychają, ale czas i przestrzeń tylko trwają – niezmienne i niewzruszone. Obecnie (że posłużę się takim tradycyjnym określeniem czasu) postrzega się te sprawy nieco inaczej.

Archimedes:
Wybacz, ale nie nadążam. Nie tylko nie potrafię sobie tego wyobrazić, ale wręcz niemożliwe wydaje mi się życie w świecie, gdzie czas i przestrzeń nie są czymś obiektywnym. Dla mnie to pojęcia zupełnie konkretne. Jak myślę o przestrzeni, przypomina mi się moja idea wielkiej dźwigni, którą mógłbym poruszyć Ziemię, gdybym tylko miał punkt podparcia...

Stephen Hawking:
W takim razie podam Ci namacalny przykład, znany jako paradoks bliźniąt, ukazujący relatywny charakter czasu. Wyobraź sobie dwóch braci, którzy urodzili się tego samego dnia. Jeden z nich jeden wyrusza w długą podróż statkiem kosmicznym poruszającym się z prędkością bliska prędkości światła. Po powrocie na Ziemię byłby o wiele młodszy od swego brata, który pozostał na naszej planecie. To paradoks tylko dla ludzi myślących w kategoriach absolutnego czasu. Od czasów Einsteina wiadomo, że nie istnieje żaden jedyny absolutny czas, każdy obserwator ma swoja własną miarę czasu, uzależnioną od swego położenia i ruchu.

Leonardo da Vinci:
Rozumiem. To trochę tak jak ze Słońcem: gdyby przestało świecić dokładnie w tej chwili, nie miałoby to wpływu na obecne zdarzenia na Ziemi, ponieważ dowiedzielibyśmy się o tym dopiero po ośmiu minutach. Takiego czasu potrzeba, by światło pokonało drogę między Słońcem a naszą planetą.

Stephen Hawking:
Właśnie. Sam teraz rozumiesz, że mówienie o wieczności czy nieśmiertelności w tym kontekście ma trochę mniejszy sens...

Archimedes:
Skoro czas nie ma charakteru absolutnego, to rozumiem, że uważasz, że podróże w czasie przynajmniej teoretycznie są możliwe?

Stephen Hawking:
Oczywiście, nie wykluczam możliwości podróży w czasie, w przyszłość, którą dają np. tunele czasoprzestrzenne lub właściwości podróży w prędkości bliskiej prędkości światła. Czas i przestrzeń są dynamicznymi wielkościami: poruszające się ciała i oddziałujące siły wpływają na krzywiznę czasoprzestrzeni — a z kolei krzywizna czasoprzestrzeni wpływa na ruch ciał i działanie sil. Przestrzeń i czas nie tylko wpływają na wszystkie zdarzenia we wszechświecie, ale też od nich zależą.

Leonardo da Vinci:
Czy oznacza to, że wszechświat nie ma początku?

Stephen Hawking:
To jeden z modeli. Jeżeli wszechświat nie ma żadnych granic ani brzegów, to nie ma też początku ani końca, po prostu istnieje. Jednak w miarę powiększania się zbioru obserwacyjnych i teoretycznych argumentów stawało się coraz bardziej oczywiste, że wszechświat miał początek w czasie, aż wreszcie w 1970 roku zostało to udowodnione przez Penrose'a i mnie samego, na podstawie ogólnej teorii względności Einsteina.

Leonardo da Vinci:
Dziwię się, że uznajesz początek wszechświata, a zaprzeczasz istnieniu Boga. Przecież to całkiem dobra koncepcja, znana jeszcze w świecie przedchrześcijańskim – Bóg jako praprzyczyna, czy też, jak chciał Arystoteles, pierwszy poruszyciel...

Stephen Hawking:
Bóg to dla mnie wygodna metafora, nic więcej. Zresztą z pewnością kiedyś powstanie doskonała teoria wszystkiego, która wyjaśni bezwyjątkowo wszelkie zdarzenia. Wtedy żaden Stwórca, nawet w charakterze figury retorycznej, nie będzie już potrzebny.

Archimedes:
Zgodzę się z Tobą. Sam zresztą nawet na swoim grobie kazałem wyryć wizerunki brył, zamiast symboli religijnych. Prawda nauki to jedyne, co głoszę i w co wierzę...

Leonardo da Vinci:
Nie mieszajcie dwóch porządków. Nauka nie musi uzasadniać istnienia Boga. Nawet pełna wiedza nie wyklucza przecież jego istnienia. Jako artysta patrzę na tę kwestię z szerszej perspektywy. Zresztą, przypomnijcie sobie chociażby mój genialny, mówiąc nieskromnie, obraz „Ostatnia wieczerza”. Jakby nawet Bóg nie istniał, warto byłoby go wymyślić chociażby po to, żebym mógł to dzieło namalować.

Archimedes:
Tak nie można podchodzić. Prawda jest jedna...

Stephen Hawking:
A tak w ogóle to gdzie my jesteśmy? To miejsce niczego mi nie przypomina. No i fakt, że rozmawiam bezpośrednio z Archimedesem i Leonardem da Vinci też wydaje mi się mocno podejrzany.

Archimedes i Leonardo da Vinci:
Też nie wiemy. Nadal są rzeczy, o których nie mamy pojęcia.

Kurtyna.
                                                                                                                                                                Anna Szuster-Chojnacka